Azja 2019,  Malezja

Kuala Lumpur czyli zmiana klimatu

2+

Z Siem Reap w Kambodży dostaliśmy się samolotem w 2 godziny do Malezji. Z lotniska w Kuala Lumpur godzinę autobusem na dworzec, a stamtąd Grabem do hotelu.

Nocleg zaklepaliśmy 15 minut przed odlotem samolotu. Postanowiliśmy trochę zaszaleć i wynajęliśmy apartament w wieżowcu, który ma na dachu infinity pool. 50 metrowy apartament na 26 piętrze kosztował mniej niż noclegi na kambodżańskiej wyspie.

Zrzuciliśmy ciężkie bagaże i polecieliśmy od razu na 51 piętro.

Widok super – dwie wieże Petronas Tower i ta sławna wieża telewizyjna. Tylko basen mniejszy niż mi się wydawało.

Podpływamy do krawędzi spodziewając się 100 metrowej przepaści a tam mały uskok z odpływem, nie ma widoku w dół. Pluskamy się z bananami na twarzach, skóra na dłoniach już pomarszczona od wody, w brzuchu burczy (od rana na dwóch bagietkach), wychodzimy.

Idziemy pomiędzy wieżowcami, gdzieś tam w górze przejeżdża pociąg na jednej szynie. Jest dużo zieleni wokoło ale nie takiej miejskiej, poukładanej, tylko dzikiej, zielonej, intensywnej, niesymetrycznej. Jest gorąco i parno.

Są chodniki, przejścia dla pieszych, samochody zatrzymują się na czerwonym świetle, nieliczne skutery mijają zakorkowane samochody.

Kierujemy się w stronę street foodów, znów inna kuchnia, nowe potrawy. Znów nie wiemy co zamawiamy 🙂 Malezja to połączenie kultur malajskiej, indyjskiej i chińskiej, więc sporo tu różnych knajpek.

Zamawiam tradycyjny malajski dziwaczny deser – ABC – kruszony lód zalany słodkim syropem, skondensowanym mleczkiem, kolorowymi żelkami, fasolą i kukurydzą… W smaku bardzo słodkie, wygląd średnio apetyczny ale zjadamy całe 🙂

Czujemy się zmęczeni – wracamy do mieszkania na drzemkę. Jedziemy Grab’em – ale kiedy przez 15 minut przesunęliśmy się o 200 metrów -wysiadamy i idziemy piechotą. Ciekawa za to była rozmowa z kierowcą – Chińczykiem urodzonym tutaj i narzekającym na ekonomię, korupcję i drogi alkohol.

Wieczorem wskakujemy jeszcze do basenu popatrzeć z góry na oświetlone miasto a potem na spacer w stronę Petronas Towers i tutaj pierwszy raz od półtorej miesiąca łapie nas deszcz, który przeczekujemy w indyjskiej knajpce poleconej przez recepcjonistę.

Rano kupujemy przez internet popołudniowe bilety do Cameron Highlands, zostawiamy spakowane plecaki wraz z kluczami w mieszkaniu ale zatrzymujemy kartę dostępową do basenu na dachu.

Idziemy najpierw coś zjeść a potem na spacer do parku – jungli w środku miasta.

Odwiedzamy też świątynie religii tu obecnych. Najpierw meczet, gdzie mamy ciekawą rozmową z przewodnikiem o islamie i o tym jak wszystko jest dobrze opisane w Koranie…
Potem odwiedzamy świątynie taoistyczną, która jest mega dziwna, jakieś stragany w środku, kadzidełka, nie wiemy gdzie jest punkt centralny.
Następie najbardziej kolorowa świątynia hinduska z wszystkimi swoimi dziwacznymi bóstwami.

Do hotelu wracamy piechotą. Spoceni i zmęczeni wiemy, że na dachu czeka na nas nagroda 🙂 Po godzince pluskania odbieramy bagaże, zamawiamy Graba, który utyka w korkach ale jesteśmy na dworcu pół godziny przed czasem. Musimy jeszcze rezerwację wymienić na bilety. Mimo, że jest wielu przewoźników do ich obsługi jest scentralizowany system. Podchodzimy do okienka, pokazuję potwierdzenie zapłaty z numerem rezerwacji – za mało – powinien być jeszcze jeden email. Ale nie ma. Kobieta w hidżabie bierze mój paszport i gdzieś tam idzie, po kilku minutach woła mnie, chce jeszcze raz zobaczyć maila, bierze mój telefon i znika gdzieś w środku. Ja zaczynam panikować, nie mam pojęcia, która to była dokładnie kobieta bo wszystkie są w hidżabach, czas ucieka, dworzec ogromny, nie wiemy co robić. Ale wraca, mówi że wszystko jest OK, daje odręcznie wypisany bilet, jakiś koleś ma nas zaprowadzić na autobus, przechodzimy jakimiś bocznymi wejściami, mijamy ludzi na schodach ruchomych i wszystko dobrze się kończy, jesteśmy 8min przed odjazdem 🙂

Jedziemy na północ, autobus wygodny, dużo miejsca na nogi, jest intensywnie zielono, pełno palm, paproci. I znów pada deszcz.

2+

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o