Azja 2019,  Kambodża

Koh Rong Samloem czyli kilka dni w raju

0

Ze stolicy uciekliśmy na południe do Sihanoukville. Nie wiem dlaczego ale myślałem, że to jest mała nadmorska wioska z ładnymi plażami. Po 6h szaleńczej jazdy w minibusie dotarliśmy późnym wieczorem do miasta pełnego kasyn i wysokich hoteli. Okazuje się, że do noclegu mamy jakieś 30 minut tuk tukiem. Jest ciemno, jedziemy przez jakieś zadupia, wszędzie place budowy z chińskimi znaczkami, śmierdzi palonymi śmieciami. Nasz bungalow do najpiękniejszych i najczystszych nie należy, jest dodatkowe łóżko z moskitierą na tarasie ale Francuzi obok beblają do późna więc uciekamy do środka. Rano jest jeszcze gorzej – droga na plażę wiedzie koło śmierdzących hałd śmieci, kolejne place budowy. Chińczycy zrobili totalny najazd. Plaża jest ładna z białym piaskiem ale postanawiamy uciekać na wyspy.

W hotelu rezerwujemy bilet na łódź, przeglądamy noclegi na wyspie – ceny 60-120$ za noc… Rezerwujemy dwa noclegi, wsiadamy do łodzi i po 30 minutach, w połowie drogi zatrzymujemy się na środku morza. Łódź się zepsuła, czekamy 20 minut, podpływa kolejna, przystępujemy do abordażu…

Ja całą drogę narzekam, że po co nam głupie plaże i że mieliśmy jechać gdzie indziej i że wszystko jest do dupy…

Ale przypływamy… Cała zatoka pokryta białym piaskiem, woda w odcieniach od turkusu do szafiru, z knajpek płynie miła dla ucha muzyka, słońce świeci, nasz bungalow jest mega ładny i klimatyczny.

Przyjazd tutaj był jednak dobrym wyborem. Rzucamy graty i lecimy 20 metrów na plażę, po piwko, na leżaczki.

Postanawiamy zostać dodatkowe dwie noce. Wszystko zajęte, więc bierzemy każdą noc w innym ośrodku. Co jeden to piękniejszy.

Pierwsze dwie noce były u Niemca, kolejna u Ukraińców a ostatnia u Polki, która 6 lat temu sprzedała mieszkanie w Warszawie, wynajęła tu kawałek ziemi i zbudowała 5 domków, które teraz wynajmuje. Ogólnie wszystkie biznesy prowadzone tu są przez ludzi z zachodu, jest czysto i ładnie choć psuje to trochę klimat. Mój khmerski zanika.

Dni mijają leniwie na plaży, książkach, spacerach, chillu w knajpkach. Wieczory spędzamy przy drinkach z zaprzyjaźnioną parką Francuzów, których poznaliśmy w Sen Monorom.

Do tego kajaczki, paddle board, hamaczki i huśtawki… Wschody słońca, białym piaskiem na naszej stronie wyspy, zachody, z żółtym piaskiem po przeciwnej stronie oddalonej 30 minutowym spacerkiem.

Za 5 godzin mamy łódź na ląd, stamtąd nocny, 10 godzinny autobus do Siem Reap gdzie chcemy zobaczyć świątynie w Angkor…

PS. Na plaży jemy mango otrzymane w prezencie w Kratie. Są mega słodkie 🙂

0

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o