Azja 2019,  Kambodża

Kratie i polowanie na delfiny

0

Do Kratie dotarliśmy koło południa. Na dworcu rzuciła się na nas armia tuk tukowców ale w busie znaleźliśmy już tani hotelik w spacerowej odległości.

Czerwone curry z kurczakiem na obiad, spacer po okolicy, 35 stopni, na targu porcje mięsa na drewnianych ławach, kobiety machają reklamówkami odganiając muchy. Nie kupię dziś mięsa …

W guesthouse’ie chcemy wypożyczyć skuter żeby podjechać 20km do Kampi, miasteczka z którego można zobaczyć delfiny słodkowodne. Właściciel pokazuje mi jak zapiąć kłódkę na hamulcu przedniego koła ale coś kluczyk nie działa i kłódka nie chce zejść, coś tam klnie po swojemu, próbuje inne klucze ale poddaje się i gdzieś tam dzwoni, po chwili podjeżdża inny skuter dla nas. Testujemy zapięcie „na sucho”, zakładamy kaski, po drodze tankujemy za dolara i kierujemy się na północ, wzdłuż Mekongu. Spodziewałem się tłumu turystów, po drodze jednak nie mijamy żadnych, dzieci machają do nas radośnie hello, hello.

Na miejscu kupujemy bilety na łódkę, prowadzoną przez starego, uśmiechniętego Khmera. Odpala silnik, odpływamy kawałek i jest, widzimy delfina jak się wynurza 🙂 potem chwila nerwowej ciszy, rozglądamy się, nasłuchujemy i nic.

Podpływamy w inne miejsce, dziadek wyłącza silnik, dryfujemy przez chwilę, znów nerwowa cisza, oczekiwanie jak w horrorze, czujemy że zaraz coś nastąpi i nagle pffffffff. Słyszymy dźwięk wypuszczanego powietrza za nami, obracany się i są 4-5 delfinów wynurza się kolejno. Jest wielka ekscytacja, radość i uśmiechy.

Aga wyciąga harpun, celuje w największego, na wydechu delikatnie naciska spust i… Żartuję. Robimy zdjęcia. I to tylko kilka bo i tak nic nie widać a wolimy się nacieszyć delfinami i wytropić miejsca w których się wynurzą.

Mekong jest tu bardzo szeroki, kilka wysepek, oprócz nas w zasięgu wzroku 3 inne łódki, słońce coraz niżej, Aga się wzrusza dość mocno. Cieszymy się chwilą.

Godzina mija, wracamy na brzeg, gdzie siedzimy jeszcze chwilę na ławeczce parząc na małe kropki wynurzające się w oddali.

Wsiadamy na skuter i jedziemy 2 km dalej na północ zobaczyć Kampi Mekong Rapids – zbiór drewnianych podestów na Mekongu, z hamakami, małymi sklepikami. Khmerowie przychodzą tu całymi rodzinami odpocząć i kąpać się w wodzie.

Słońce jest już bardzo nisko, dużo ludzi już wraca ale kupujemy paskudne lody, napoje i pyszne orzeszki ziemne i rozkładamy się na pół godzinki na hamaczkach. Po zmroku trafiamy do hoteliku, prysznic na kolację jem… hamburgera 🙂 właściwie to bagietkę z dwoma karminadlami (mam nadzieję że mięso nie było kupione tu na targu)

Jest 21:00, sączymy piwko i herbatę z lodem, obserwujemy ulice, skutery, ostatnie stragany się zamykają, ostatni ludzie wracają z pól. Jeden z nich zatrzymuje się koło nas z małą przyczepką zapięta do skutera. W przyczepce worki i trójka dzieci, które zauważywszy nas uśmiechają się nieśmiało. Uśmiechamy się i wołamy hello, surs-dej, uśmiechy są już nieskrępowane. Wraca ojciec kupiwszy coś tam na straganie, coś tam gada z dziećmi, sięga do worka i wyciąga w naszą stronę dwa owoce, chyba to zielone, kwaśne mango co jedliśmy w Laosie. Podchodzę, biorę, uśmiechy wszystkich od ucha do ucha, dziękuję jeszcze a-kuun i odjeżdżają machając 🙂 taki miły i wzruszający akcent.

W nocy jest pierońsko ciepło, nie ma klimy, wiatraki chodzą przez całą noc…

Rano kupuję na straganie ugotowany ryż z fasolą w bambusie i o siódmej wsiadamy do busa do stolicy – Phnon Penh. Z planowanych 4h zrobi się chyba pięć ale już dojeżdżamy….

0

3
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
majkelkochanka Elżbietakochanka Elżbieta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
kochanka Elżbieta
Gość
kochanka Elżbieta

„delfina jak się wynuża” polskiego się naucz nieuku!!

kochanka Elżbieta
Gość
kochanka Elżbieta