Azja 2019,  Laos

Luang Prabang

1+

Dojazd do Luang Prabang z Muang Ngoy był wyjątkowo sprawny, mimo wcześniejszych obaw po przeczytaniu opinii w internecie. Najpierw łódź odpłynęła przed czasem, zaraz jak do niej wsiedliśmy, później w połowie drogi na dworzec zatrzymał nam się minibus i podrzucił nas do samego centrum miasta, podróż była godzinę krótsza niż autobusem.

Luang Prabang to całkiem przyjemne miasteczko, nad Mekongiem, z 30 stopniowym upałem.

Obok flag Laosu flagi socjalizmu.

Wieczorem wybraliśmy się na wzgórze Phousi, żeby zobaczyć zachód słońca. Nie tylko my wypadliśmy na ten pomysł.

Jest też spory, przyjemny night market i pełno knajpek. I pełno dzieci, które pomagają rodzicom, na straganach, w stoiskach z jedzeniem, w małych knajpkach. Właściwie od samego początku pobytu w Laosie jest to zauważalne.

Karmienie mnichów

W mieście jest pełno świątyń. I pełno mnichów. Nie mogą oni posiadać nic na własność (poza smartfonem) i jedzą to co uzbierają od ludzi każdego ranka.

Ponoć mistycznym doświadczeniem jest zobaczyć procesje mnichów zbierających jedzenie. Wstaliśmy więc dzielnie o 5:15 żeby tego doświadczyć i w ciemnościach udaliśmy się pod świątynie.

Wszystko jest dobrze przygotowane pod turystów… Rząd krzesełek, pełno sprzedawców ryżu, który ofiaruje się mnichom, minibusy z Chińczykami, którzy wykupili w agencji turystycznej pełny pakiet: dojazd, krzesełko, ryż.

Mnisi wychodzą w kilku krótkich kolumnach, u boku wiszą duże garnce. Idą wzdłuż ulicy, ludzie rękami wrzucają każdemu mnichowi kawałek ryżu, błyskają flesze, część Chińczyków Koreańczyków biega podniecona…

Idziemy w boczną uliczkę, mniej turystów, kilka lokalnych kobiet robi właściwie to samo – rękami wrzucają ryż do mis ale wrzucają też pieniądze (odpowiednik 1 PLN), dają worki z rosołem.

Siedzą też dzieci z koszami, do których mnisi chcąc się podzielić wrzuca cześć swojego ryżu.

Kuang Si wodospady

Wypożyczyliśmy znów skuter (tym razem automat ale bez działającego prędkościomierza) i wybraliśmy się zobaczyć wodospady Kuang Si, 30 km od miasta.

Droga asfaltowa, bez przygód. Aga kupiła nam zupę na drogę, która tu jest nalewana do woreczków gdy bierze się na wynos 🙂

Wodospady robią wrażenie, rozlewające się katarakty z niebieskawą wodą.

A teraz siedzimy w budzie do Vang Vieng, jakieś 180 km w 5h..

1+

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Anna G. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna G.
Gość
Anna G.

Kwitniecie!