Azja 2019,  Tajlandia

Chiang Rai czyli jungla i transwestyci

0

Do Chiang Rai przybyliśmy przed 22:00, spacerkiem dotarliśmy do miejsca noclegu. Mieliśmy bardzo ładny pokoik ale po otwarciu okna okazało się że mamy widok na wnętrze jakiegoś składziku… Także światło dzienne tylko w kibelku.

Flower festival i transwestyci

W parku na przeciwko naszego noclegu odbywał się akurat Flower Festival – ogród botaniczny przystrojony w światełka, dwie sceny, pełno stoisk z jedzeniem i pełno ludzi, głównie Tajów i Chińczyków. Wyglądało to trochę jak strefa gastronomiczna na Opener’ze. Odbywał się też konkurs o tajemniczej nazwie One man one woman 2562, co okazało się być wyborem miss transwestytów 🙂. 2562 – Bo taki teraz rok jest w Tajlandii według kalendarza buddyjskiego (lata od śmierci Buddy)

Za dużo z tego nie rozumieliśmy ale było śmieszne.

Jungla

Wybraliśmy się też na trekking do jungli i do wioskek górskich plemion. Obok nas była jeszcze para Hiszpanów z wysp Kanaryjskich.
Mieliśmy bardzo fajnego przewodnika, który narzucił dość mocne tempo, zwolnił dopiero kiedy ściął maczetą trochę bambusa i coś tam zaczął w nim rzeźbić. Towarzyszą nam dwa psy, które biegają radośnie pośród nas.

Szliśmy na początku przez jungle – ale był to w sumie las z bambusami i bananowcami, później przez pola ananasów aby wyjść w wiosce gdzieś na wzgórzu. Domki z bambusa, wioska pusta bo ludzie w polu. Po drodze spotykamy babcie, które niosą duze kosze z drewnem. Za kilka dni zaczyna sie chiński nowy rok, drewno będzie na ogniska. Jeden pies zawraca, za to dołącza się do nas inny

Wchodzimy z powrotem do jungli, gdzie nad strumykiem przy ognisku gotujemy lunch w bambusowych pniach. Bat – nasz przewodnik wystrugał z bambusa kubki, pałeczki i naczynia. Mamy kurczaka, jajka z warzywami, sticky rice, zupę i makaron. Jesteśmy głodni, wszystko jest dobre. Aga cały czas mruczy przy jedzeniu 🙂

Idziemy dalej. Kolo wodospadu, przez plantacje herbaty. W jednej z wiosek zatrzymujemy się na herbatę, patrzymy jak kobieta sieka bananowca dla świń.

Kończymy relaksującą kąpielą w gorących źródłach.

White temple

Mieliśmy jeden luźniejszy dzień w Chiang Rai. Przejechaliśmy się wtedy lokalnym busem do białej świątyni. Świątynia ma kilkanaście lat, jest biała, przyciąga mnóstwo turystów a w środku obok Buddy namalowane na ścianach są symbole pop kultury. Od Batmana, po pika-chu i czarodziejkę z księżyca, po Neo z matrixa.

Trochę jesteśmy już zmęczeni dużymi miastami, ciężko znaleźć miejsce aby poczytać książkę, wszędzie pełno ludzi…

Siedzimy teraz w autobusie do Chiang Khong, skąd dalej mostem przyjaźni chcemy dostać się do do Laosu. Kierujemy się do Louang Namtha, małego, podobno spokojnego miasteczka, gdzie mamy nadzieję trochę zwolnić…

Także teraz 2 godziny w prawie pustym autobusie, który trzęsie jak stary Jelcz, plecaki mamy gdzieś z tyłu w skrytce zamykanej na jakiś drucik, trochę się boje, że wypadną na tych trzęsących podjazdach. Mogłem je zabrać do środka, autobus jest pusty… Kierowca ma nas wysadzić na drodze do mostu granicznego, dalej Tuk tukiem do mostu, formalności wyjazdowe z Tajlandii, przejazd przez most autobusem (bo nie można pieszo podobno), formalności wizowe w Laosie, Tuk tukiem na dworzec skąd o 12’30 ma odjeżdżać autobus do Louang Namtha, który jedzie 4 godziny.

Taki jest plan.

0

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o